Tęsknię…

Drogi Gałganku,
Dzisiaj nie przyszedłeś. Rozumiem Cię, a przynajmniej tak myślę, że rozumiem. Po tym co się stało też bym siebie nie odwiedziła.
Musisz też się ode mnie oddalać, prawda? By tak nie bolało, gdy już odejdziesz na zawsze. Bo jeszcze nie jest na zawsze, prawda? Nie mogę zasnąć z myślą, że mogłoby już być ,,na zawsze”.
Wiesz, czasami biorąc kąpiel, taką z pianą i bąbelkami, wyobrażam sobie, że piana to taki czepliwy pasożyt żerujący na ludzkim organiźmie, a ja jestem jedyną osobą, która jest na niego odporna i może bezinwazyjnie go usunąć. I chociaż zdaję sobie sprawę, że to dobre stworzenia czepiające się ludzi tylko po to by przetrwać i móc jakoś funkcjonować, wyrywam je i prawie bezlitośnie miażdżę aż zostanie z nich biała woda. Nawet jeśli trochę im współczuję.
To chyba dobrze Gałganku. Bo ja dzięki temu tak rzadko się nudzę w kąpieli. Wiem, że trochę ponosi mnie wyobraźnia, niczym dziecko tańczące z niewidzialnym przyjacielem w wymyślonym deszczu z pianek, ale to mi pozwala trochę oderwać się od rzeczywistości.
I wtedy nie myślę o Tobie.
Nie myślę, tak jak chciałeś.


Jesteś ze mnie dumny, Gałganku?

Mam nadzieję, że nie.


B.Z.

Listy

Witaj Gałganku,

Podoba mi się, że chcesz ode mnie dostawać te listy. Trudno się przestawić i trochę dziwne, że wrzucam je do własnej skrzynki, ale wiem, że je czytasz, ostatni list skomentowałeś. Długo o tym rozmawialiśmy.
Choć wciąż tyle przede mną ukrywasz.

Uznałam, że nie będę naciskać, nie chcę Cię spłoszyć, dobrze mieć Cię przy sobie. Pewnie masz swoje powody, by milczeć na swój temat, a sam wiesz jak dawno nie mogłam porozmawiać z nikim tak szczerze.

Strasznie dużo o sobie mówię… Nie za dużo?

Ty właściwie nie mówisz nic o sobie, głównie słuchasz co mówię i komentujesz, wyrażasz opinię… Jesteś trochę jak terapeuta.

Zastanawiam się bez przerwy dlaczego się pojawiłeś. To oczywiste, że mi nie powiesz, już do tego doszliśmy. Ale może kiedyś sama się domyślę? W końcu musisz mieć jakiś powód. Może potrzebujesz schronienia w pewne noce i mój pokój trafił Ci się przypadkowo? Albo ktoś Cię nasłał, jakaś dobra dusza, byś mi pomógł?

Tylko kto, przecież nie mam nikogo bliskiego. Zostałam sama na tym świecie.

Choć mogę powiedzieć, że mam Ciebie. Przynajmniej w pewnym stopniu.

Jesteś jak mój pluszak z dzieciństwa, któremu opowiadałam o wszystkich moich bolączkach i zmartwieniach.

Potem misiek zniknął, a ja przez długi czas myślałam, że ma mnie dość.

Czy ty też kiedyś znikniesz? Chyba musimy się po prostu przekonać na ile starczy ci cierpliwości do mnie.

Już nie mogę się doczekać na myśl o tym co nas czeka.

Niecierpliwa,

B.Z.