008. Samotność

Drogi Gałganku,
Każdy z nas zasługuje by czasami odpocząć. Po prostu przysiąść sobie, wyłączyć się na świat zewnętrzny i spędzić trochę czasu sam ze sobą. Ty dobrze wiesz jak to jest potrzebne. I choćbyś wtedy walczył ze wszystkim co w Tobie w tej chwili siedzi, a co na co dzień chowasz pod pierzyną obowiązków i zajęć, to jest to czas, od którego nie wolno uciekać. Czytaj dalej „008. Samotność”

07. Zmiany

Hej Gałganku,
Pierwszy raz naprawdę nie chciałam wracać do domu. Zrobiłam już wszystko co miałam, więc wciąż szukałam kolejnego zajęcia, czegoś czemu mogłabym się poświęcić choć na chwilę, byle tylko zostać jeszcze trochę. W końcu zorientowałam się, że powinnam już wracać… I wtedy posmutniałam.
Bo co mnie tam czeka? Nic, puste ściany. Kiedyś dom był dla mnie miejscem wytchnienia, oazą spokoju. Cieszyłam się, że w końcu ze wszystkim się wyrobiłam i mogę wracać… No właśnie, do domu. Czytaj dalej „07. Zmiany”

5. … Czekam

Gałganku,
Wciąż nie wracasz, nie wiem to już ile… Trzy tygodnie? Dalej co noc czekam na Twoje odwiedziny, przy otwartym oknie. Tak jak wcześniej. Wypatruję Cię już z daleka, jak zawsze, mimo że wiem, że wypatrzę Cię dopiero w ostatniej chwili.
Zawsze idziesz z tej samej strony, a ja nigdy nie dowiedziałam się skąd tak dokładnie. Pewność miałam tylko, że przychodzisz do mnie.

Czytaj dalej „5. … Czekam”

Gdzie jesteś?

Kochany przyjacielu,

Wciąż Cię nie ma… Nie wiem co myśleć; czy naprawdę opuściłeś mnie na zawsze? Chyba wciąż nie jestem na to gotowa…

Czy będę pamiętać Twoją twarz? Czy mijając Cię kiedyś na ulicy będę wiedzieć, że to Ty?

Nie nauczyłam się Twoich szczegółów na pamięć. Wiedziałam, że kiedyś odejdziesz, przecież o tym rozmawialiśmy, poza tym każdy kiedyś odchodzi. Nie sądziłam jednak, że znikniesz tak bez uprzedzenia.

Co jeśli kiedyś zapomnę, że byłeś w moim życiu? Jeśli potraktuje Cię jak piękny sen? Nie chcę by tak się stało. To dla mnie za wiele. Czytaj dalej „Gdzie jesteś?”

Tęsknię…

Drogi Gałganku,
Dzisiaj nie przyszedłeś. Rozumiem Cię, a przynajmniej tak myślę, że rozumiem. Po tym co się stało też bym siebie nie odwiedziła.
Musisz też się ode mnie oddalać, prawda? By tak nie bolało, gdy już odejdziesz na zawsze. Bo jeszcze nie jest na zawsze, prawda? Nie mogę zasnąć z myślą, że mogłoby już być ,,na zawsze”.
Wiesz, czasami biorąc kąpiel, taką z pianą i bąbelkami, wyobrażam sobie, że piana to taki czepliwy pasożyt żerujący na ludzkim organiźmie, a ja jestem jedyną osobą, która jest na niego odporna i może bezinwazyjnie go usunąć. I chociaż zdaję sobie sprawę, że to dobre stworzenia czepiające się ludzi tylko po to by przetrwać i móc jakoś funkcjonować, wyrywam je i prawie bezlitośnie miażdżę aż zostanie z nich biała woda. Nawet jeśli trochę im współczuję.
To chyba dobrze Gałganku. Bo ja dzięki temu tak rzadko się nudzę w kąpieli. Wiem, że trochę ponosi mnie wyobraźnia, niczym dziecko tańczące z niewidzialnym przyjacielem w wymyślonym deszczu z pianek, ale to mi pozwala trochę oderwać się od rzeczywistości.
I wtedy nie myślę o Tobie.
Nie myślę, tak jak chciałeś.


Jesteś ze mnie dumny, Gałganku?

Mam nadzieję, że nie.


B.Z.

Nie tak

      Czy to dziwne, że poza Tobą nie mam żadnych prawdziwych przyjaciół? Koledzy i koleżanki: całe mnóstwo, zawsze miałam jakiś taki dar, który przyciągał do mnie ludzi. Jednak nigdy nie powiedziałabym im tego co powiedziałam Tobie. Nie pozwalam sobie przy nich na słabość i łzy, nie rozmawiam o swoim dzieciństwie czy małych tajemnicach, a przede wszystkim… Nie opowiedziałabym im o Twojej obecności w moim życiu.

      Każdy normalny człowiek kazałby mi się puknąć w głowę, zadzwonić na policję i jak najszybciej to ukrócić. Jednak ja wiem, że zabrać mi Ciebie to jak odciąć mnie od dostępu do powietrza.

    Powiedziałeś mi, że powinnam Ci ufać na tyle, na ile podpowiada mi serce. Zabrzmiało to bardzo banalnie, wiesz? Nawet Cię wtedy trochę wyśmiałam, lecz teraz, gdy o tym myślę to nie jest to już tak banalne. W końcu rozumu już dawno przestałam słuchać.

      Trochę się od Ciebie uzależniłam, przyznaję. Wiem jak bardzo tego nie pochwalasz, skarciłeś mnie nawet za ostatni list. Jednak ja wychodzę z założenia, że szczęście uzależnia, a Ty jesteś jego ważnym elementem. Więc się nie obawiaj, to mnie nie zabije. Pozwoli mi się rozwinąć.

      Powód naszej przyjaźni wciąż nie jest mi znany.

      Na razie nie muszę wiedzieć.

      Jednak kiedyś zapytam. I oczekuję odpowiedzi.

      Zniecierpliwiona i oczekująca,

      B. Z.