009. Nie rozumiem

Gałganku,

Widziałam ślady stóp pod moim oknem. Nie wiem kto mógł się tam kręcić, przecież to nikomu nie po drodze, ale mam wątpliwości, że to byłeś Ty.

Ty kazałeś mi się uspokoić i już nie wróciłeś. Czytaj dalej „009. Nie rozumiem”

008. Samotność

Drogi Gałganku,
Każdy z nas zasługuje by czasami odpocząć. Po prostu przysiąść sobie, wyłączyć się na świat zewnętrzny i spędzić trochę czasu sam ze sobą. Ty dobrze wiesz jak to jest potrzebne. I choćbyś wtedy walczył ze wszystkim co w Tobie w tej chwili siedzi, a co na co dzień chowasz pod pierzyną obowiązków i zajęć, to jest to czas, od którego nie wolno uciekać. Czytaj dalej „008. Samotność”

07. Zmiany

Hej Gałganku,
Pierwszy raz naprawdę nie chciałam wracać do domu. Zrobiłam już wszystko co miałam, więc wciąż szukałam kolejnego zajęcia, czegoś czemu mogłabym się poświęcić choć na chwilę, byle tylko zostać jeszcze trochę. W końcu zorientowałam się, że powinnam już wracać… I wtedy posmutniałam.
Bo co mnie tam czeka? Nic, puste ściany. Kiedyś dom był dla mnie miejscem wytchnienia, oazą spokoju. Cieszyłam się, że w końcu ze wszystkim się wyrobiłam i mogę wracać… No właśnie, do domu. Czytaj dalej „07. Zmiany”

6. Czy to ty?

Drogi Przyjacielu,
Dzisiaj, stojąc pod oknem, jak co noc, słyszałam hałas na zewnątrz, jakby ktoś się tam kręcił. Niestety niewiele mogłam wypatrzeć w ciemności, nawet jeśli od ziemi dzieli mnie zaledwie jedno piętro.
Czy to mogłeś być Ty? Jeżeli tak to dlaczego nie wszedłeś do środka? I jak długo tam stałeś nim dotarł do mnie dźwięk istoty przedzierającej się przez krzaki?
Jednak to pewnie nie byłeś Ty, a mój umysł kierowany nadzieją tylko wykreował taką możliwość.
Bardzo bym chciała wiedzieć co się z Tobą teraz dzieje. Myślisz o mnie czasami? Bo ja nie zapominam. Co tydzień ślę listy, wiedząc, że nigdy mi na nie nie odpowiesz.
Ale wiem, że czytasz, zawsze czytałeś to dlaczego nagle miałbyś przestać?
Tęsknię za Tobą. Tej nocy mi się nawet śniłeś. To był tak przyjemny sen, że obudziłam się z uśmiechem na ustach. I chociaż wiedziałam, że to wszystko nie stało się naprawdę to poprawił mi się humor na cały dzień.
Dopiero w nocy, gdy znowu czekałam, popadłam w stałą już dla mnie melancholię.
Co mam powiedzieć, gdy pytają skąd u mnie taki nastrój? Przecież nie mogę powiedzieć im o Tobie. Nigdy nie chciałeś bym mówiła o Tobie komukolwiek. Obiecałam Ci to.
Ale pytają, a ja zbywam ich milczeniem, lub zdawkową odpowiedzią. Chciałabym, by nie pytali, może byłoby łatwiej. Wiem, że się martwią, ale ja też się martwię. Martwię się, że nigdy sobie nie odpuszczę.
Nie chciałbyś tego Gałganku, nie chciałbyś, bym wciąż czekała.
Wiem i rozumiem.
Jednak jeszcze trochę poczekam.
B.Z.

5. … Czekam

Gałganku,
Wciąż nie wracasz, nie wiem to już ile… Trzy tygodnie? Dalej co noc czekam na Twoje odwiedziny, przy otwartym oknie. Tak jak wcześniej. Wypatruję Cię już z daleka, jak zawsze, mimo że wiem, że wypatrzę Cię dopiero w ostatniej chwili.
Zawsze idziesz z tej samej strony, a ja nigdy nie dowiedziałam się skąd tak dokładnie. Pewność miałam tylko, że przychodzisz do mnie.

Czytaj dalej „5. … Czekam”

Gdzie jesteś?

Kochany przyjacielu,

Wciąż Cię nie ma… Nie wiem co myśleć; czy naprawdę opuściłeś mnie na zawsze? Chyba wciąż nie jestem na to gotowa…

Czy będę pamiętać Twoją twarz? Czy mijając Cię kiedyś na ulicy będę wiedzieć, że to Ty?

Nie nauczyłam się Twoich szczegółów na pamięć. Wiedziałam, że kiedyś odejdziesz, przecież o tym rozmawialiśmy, poza tym każdy kiedyś odchodzi. Nie sądziłam jednak, że znikniesz tak bez uprzedzenia.

Co jeśli kiedyś zapomnę, że byłeś w moim życiu? Jeśli potraktuje Cię jak piękny sen? Nie chcę by tak się stało. To dla mnie za wiele. Czytaj dalej „Gdzie jesteś?”

Tęsknię…

Drogi Gałganku,
Dzisiaj nie przyszedłeś. Rozumiem Cię, a przynajmniej tak myślę, że rozumiem. Po tym co się stało też bym siebie nie odwiedziła.
Musisz też się ode mnie oddalać, prawda? By tak nie bolało, gdy już odejdziesz na zawsze. Bo jeszcze nie jest na zawsze, prawda? Nie mogę zasnąć z myślą, że mogłoby już być ,,na zawsze”.
Wiesz, czasami biorąc kąpiel, taką z pianą i bąbelkami, wyobrażam sobie, że piana to taki czepliwy pasożyt żerujący na ludzkim organiźmie, a ja jestem jedyną osobą, która jest na niego odporna i może bezinwazyjnie go usunąć. I chociaż zdaję sobie sprawę, że to dobre stworzenia czepiające się ludzi tylko po to by przetrwać i móc jakoś funkcjonować, wyrywam je i prawie bezlitośnie miażdżę aż zostanie z nich biała woda. Nawet jeśli trochę im współczuję.
To chyba dobrze Gałganku. Bo ja dzięki temu tak rzadko się nudzę w kąpieli. Wiem, że trochę ponosi mnie wyobraźnia, niczym dziecko tańczące z niewidzialnym przyjacielem w wymyślonym deszczu z pianek, ale to mi pozwala trochę oderwać się od rzeczywistości.
I wtedy nie myślę o Tobie.
Nie myślę, tak jak chciałeś.


Jesteś ze mnie dumny, Gałganku?

Mam nadzieję, że nie.


B.Z.

Nie tak

      Czy to dziwne, że poza Tobą nie mam żadnych prawdziwych przyjaciół? Koledzy i koleżanki: całe mnóstwo, zawsze miałam jakiś taki dar, który przyciągał do mnie ludzi. Jednak nigdy nie powiedziałabym im tego co powiedziałam Tobie. Nie pozwalam sobie przy nich na słabość i łzy, nie rozmawiam o swoim dzieciństwie czy małych tajemnicach, a przede wszystkim… Nie opowiedziałabym im o Twojej obecności w moim życiu.

      Każdy normalny człowiek kazałby mi się puknąć w głowę, zadzwonić na policję i jak najszybciej to ukrócić. Jednak ja wiem, że zabrać mi Ciebie to jak odciąć mnie od dostępu do powietrza.

    Powiedziałeś mi, że powinnam Ci ufać na tyle, na ile podpowiada mi serce. Zabrzmiało to bardzo banalnie, wiesz? Nawet Cię wtedy trochę wyśmiałam, lecz teraz, gdy o tym myślę to nie jest to już tak banalne. W końcu rozumu już dawno przestałam słuchać.

      Trochę się od Ciebie uzależniłam, przyznaję. Wiem jak bardzo tego nie pochwalasz, skarciłeś mnie nawet za ostatni list. Jednak ja wychodzę z założenia, że szczęście uzależnia, a Ty jesteś jego ważnym elementem. Więc się nie obawiaj, to mnie nie zabije. Pozwoli mi się rozwinąć.

      Powód naszej przyjaźni wciąż nie jest mi znany.

      Na razie nie muszę wiedzieć.

      Jednak kiedyś zapytam. I oczekuję odpowiedzi.

      Zniecierpliwiona i oczekująca,

      B. Z.

Kolejny dzień

Witaj Gałganku,

Nie wiem co mam sobie myśleć… Co tylko wracam do tematu Twojego rychłego odejścia zbywasz mnie i nie chcesz podjąć tematu.

Jak mam Cię zrozumieć skoro nie chcesz o tym rozmawiać? Czy nie będzie lepiej jeśli mi powiesz? Nie dajesz mi szansy…

Czy robisz to bym nie próbowała o Ciebie walczyć? Nie mogę tak po prostu się pogodzić, że chcesz mnie opuścić. Przecież to dobry objaw, gdybym się nie upierała byś został oznaczałoby to zapewne, że mi na Tobie nie zależy.

Zostawmy na razie ten temat, chociaż wieczorem upierdliwie będę naciskać.

Widziałam dzisiaj małego szczeniaka błąkającego się po ulicy. Chyba został porzucony, choć sierść miał jeszcze miekką, wygłaskaną. Myślałam nawet o tym by go adoptować, ale sam wiesz jak mało czasu spędzałam w domu. Znalazłam więc lepsze rozwiązanie? A raczej lepszego właściciela. Spędziłam nad tym cały poranek i spóźniłam się do pracy, ale poczułam jakbym miała odrobinę czystszą duszę.

Dobre uczynki, choć w założeniu nie wymagają wynagrodzenia, sprawiają, że sami ze sobą czujemy się odrobinę lepiej. W tamtym momencie, widząc tego szczeniaka w objęciach jego nowego właściciela, polubiłam siebie trochę bardziej.

Polubiłam pisanie listów do Ciebie. Kiedy mnie o to poprosiłeś wydawało mi się to trochę nietypowe, a nawet dziwaczne, lecz teraz stało się dla mnie rytuałem. Nie wyobrażam sobie tej jednej nocy w tygodniu bez siadania przy biurku z długopisem w ręku i klejenia tych, momentami lekko absurdalnych, słów.

Mam nadzieję, że znajdziemy temat do następnej rozmowy. Albo pójdziemy w końcu na wieczorny spacer. Ostatnio niebo jest takie czyste, więc jak tylko pójdziemy w jakieś nieoświetlone miejsce pięknie będzie widać gwiazdy.

Do następnego razu Gałganku.

B.Z.

Przyjacielu [ROK PÓŹNIEJ]

Kochany Gałganku,

Dziś mija rok odkąd się poznaliśmy. Cały rok, uwierzysz? A myślałam, że to się skończy tak szybko jak się zaczęło. I równie niespodziewanie.

Pamiętasz jak się poznaliśmy? Stałam obserwując jak jakieś dzieci biją się na podwórku i nie mogłam zrozumieć o co oni tak walczą? Pewnie jeden drugiemu zabrał łopatkę.. Ale to przecież tylko łopatka!

Wiedziałeś jak źle o nich myślałam, jak brzydko oceniłam ten ich upór. Poszedłeś i wtedy mi powiedziałeś, że warto walczyć o swoje. Że pozornie małe zwycięstwa wciąż są zwycięstwami.

I każdego dnia mi to powtarzałeś, patrząc jak z coraz mniejszym obrzydzeniem patrzę na wszelki upór. Na walkę. Obserwując jak sama powoli zaczynam stawiać coraz pewniejsze kroki w życiu, jak staję się samodzielna. Nawet nie wiesz jak poprawiłeś moje życie. Od tamtej pory wiele się zmieniło.

A dziś chcesz odejść Gałganku. Nie rozumiem, nie rozumiem… Dlaczego przyszedłeś w nocy i powiedziałeś, że chcesz odejść?

Ja nie odpuszczę Gałganku.

Nauczyłeś mnie walczyć o swoje i teraz to wykorzystam.

Szczęśliwej rocznicy Gałganku.

B.Z.